Translate

Sadzenie zimowitów

Koniec sierpnia to najlepszy czas na sadzenie zimowitów kwitnących jesienią. W tym okresie zaczynają już wypuszczać pąki kwiatowe. Jeśli się spóźnimy, mogą zakwitnąć bez ziemi (nawet w opakowaniu ze sklepu). Sadzenie zimowitów jest proste, bo to niewymagające rośliny.

Zimowity kwitną aż do końca października. Pierwsze zakwitają te, które rosną w miejscach słonecznych. Im więcej cienia, tym kwitną później.

Pąki kwiatowe bulwy zimowitów mogą wypuścić jeszcze przed posadzeniem (w pierwszej fazie wyglądają jak korzonki fasoli). Na zdjęciu zaznaczyłam je na czerwono.

W ogrodach (i sklepach) spotyka się wiele gatunków zimowitów. Najpopularniejszy to zimowit jesienny, uprawiany w Polsce ponoć już od XVI w. Mniej znane to zimowit bizantyjski, okazały Bormullera, wiosenny oraz złocisty. Prawie wszystkie kwitną jesienią - wyjątki to zimowity złocisty oraz wiosenny, których kwiaty pojawiają się wiosną. Większość zimowitów ma kwiaty białe, różowe lub fioletowe; wyjątkiem jest zimowit złocisty kwitnący na żółto.

Wszystkie zimowity kwitnące jesienią sadzi się tak samo:

1. Zakładamy rękawice - zimowity są bardzo trujące (dlatego nigdy nie atakują ich żadne robale). Dotknięcie gołymi dłońmi nie jest groźne, ale lepiej uważać na sok. Poza tym rękawice chronią skórę i paznokcie przed brudem.

2. Przygotowujemy bulwy - delikatnie usuwamy zaschnięte łuski i korzonki.

                                            Na czerwono zaznaczyłam, co trzeba usunąć.


                                                 Ta sama bulwa gotowa do sadzenia.

3. Sadzimy na głębokość 10-15 cm - jeśli bulwa jest wyjątkowa duża, można sadzić nawet do 20 cm.

4. Ściółkujemy - można wykorzystać np. korę, szyszki, trociny.

5. Nawożenie - jesienią można z niego zrezygnować. Lepiej zasilić zimowity w maju, gdy wypuszczają liście. Można użyć nawozu sztucznego do roślin kwitnących.

Zimowit ma małe wymagania. Dobrze rośnie na różnych glebach, najlepiej o odczynie obojętnym lub lekko zasadowym. Lubi i cień, i słońce. Źle znosi jedynie ziemię podmokłą, na której gnije.

Jeśli zapomni się posadzić zimowita i wypuści on kwiaty przed posadzeniem, nie należy się tym przejmować. Po prostu sadzimy go z kwiatami do gruntu:)

                                                     Zimowity jesienne we wrześniu

Duszesna zwana poziomkówką

To ciekawa roślina pochodząca z Indii, bardzo podobna z wyglądu do poziomki. Owoce duszesny (poziomkówki) są także czerwone, ale bardziej okrągłe - mają charakter wyłącznie ozdobny, gdyż z powodu braku smaku uważa się je za niejadalne (ale nie są trujące).


Duszesnę dostałam w prezencie ponad 10 lat temu. Posadziłam ją na skalniaku. Po 3-4 latach miałem jej dosyć - nie dość, że trzeba ją było podlewać, bo inaczej schła, to jeszcze rosła jak szalona. Zaczęłam więc ją eliminować z ogrodu i... wtedy obie znalazłyśmy kompromis.

Okazało się, że duszesna rozmnaża się dobrze także z nasion. Najprawdopodobniej na butach jej nasiona zostały przeniesione na kamienne ścieżki i wyrosły z nich egzemplarze zahartowane, których w ogóle nie trzeba podlewać.

Co więcej, duszesna radzi sobie na różnych stanowiskach: od południa, gdzie słońce praży niemiłosiernie, i od północy - szczególnie upodobała sobie miejsca pod sosnami, czeremchą, wierzbą mandżurską.

Duszesna (poziomkówka) rosnąca od południa jest bardziej gęsta, a jej liście przebarwiają się lekko na czerwono. Na zdjęciu jest egzemplarz, który sam się zasiał na kamiennej ścieżce. Dobrze znosi deptanie.

A to duszesna rosnąca w cieniu pod wierzbą mandżurską. Ma ciemnozielone, rzadsze liście i dłuższe rozłogi, niż egzemplarze rosnące w słońcu.


Podobnie jak poziomka, duszesna (poziomkówka) wypuszcza rozłogi, z których wyrastają młode rośliny. Ogólnie nie jest rośliną szczególnie atrakcyjną, raczej - intrygującą. Choć skromna, zawsze zwraca uwagę, bo wyglądając jak popularna poziomka kwitnie na żółto, a jej czerwone owoce są niebanalną dekoracją.

Kwiaty duszesny (poziomkówki) są żółte - pojawiają się od maja do przełomu sierpnia i września.


Duszesna (poziomkówka) doskonale rośnie bez podlewania między kamieniami. Można po niej nawet chodzić i jeździć rowerami. Nadaje się do posadzenia w wiszących donicach - jej rozłogi ładnie spływają w dół. Trzeba je jednak wtedy intensywnie podlewać, jak surfinie.

Duszesna (pozomkówka) nadaje się też do uprawy na parapecie i balkonach. Starsze rośliny tracą - niestety - w donicach atrakcyjny pokrój. Nie należy ich przesadzać (szkoda zachodu) - lepiej je odmładzać z sadzonek rozłogowych. Jeśli  duszena ma zimować w domu, potrzebuje chłodnego pomieszczenia (najlepiej 12-15 stopni Celsjusza).

Jakie ma wymagania? Wydelikacone egzemplarze preferują półcień i wilgotną, próchniczą glebę. Zahartowane zaś rosną wszędzie i bez podlewania. Duszesna (poziomkówka) jest odporna mróz.

Liście jako nawóz

Pierwsze liście zaczynają opadać z drzew już pod koniec sierpnia. Z tygodnia na tydzień ich przybywa i nie widać końca grabienia. Co z nimi robić? Na pewno nie palić! Po pierwsze: szkoda marnować, bo to doskonały nawóz, po drugie: to zwykle początek wojny z sąsiadami.

Nawóz z liści można otrzymać na kilka sposobów:

1. KOMPOSTOWANIE - zdecydowanie polecam. Kompost z liści jest doskonały do sadzenia wiosną (i nie tylko). Liście nie zawierają - co prawda - zbyt wielu składników mineralnych, ale wzbogacają glebę w próchnicę.

Utrudnieniem jest duża przestrzeń, jakiej liście potrzebują w kompostowniku. Ten problem rozwiązują odkurzaczo-dmuchawy do liści, które wciągają je do specjalnego worka i jednocześnie rozdrabniają. Tak pocięte liście zajmują kilkakrotnie mniej miejsca w kompostowniku.

Liście, choć cienkie, w porównaniu np. do skoszonej trawy rozkładają się dłużej. Dzieje się tak, gdyż zawierają mało azotu, który jest niezbędny do tego procesu (a trawa ma go sporo).


Dlatego liście w kompostowniku trzeba przesypywać dodatkiem azotowym, wtedy zdecydowanie szybciej się rozłożą. Mogą to być:

*nawozy naturalne, np. kurzak lub obornik

*nawozy sztuczne, np. mocznik

*cienkie, zielone części innych roślin, np. skoszona trawa, liście liliowców, kosaćców, dyni

*drobne chwasty (bez nasion i kłączy)

*specjalne preparaty przyśpieszające kompostowanie lub stary kompost czy domowa szczepionka z drożdży (jak ją zrobić CZYTAJ TUTAJ).

Na gotowy kompost czeka się 6-12 miesięcy. Na szybkość przerabiania kompostu mają wpływ dodatki azotowe (bez nich kompostowanie jest dużo wolniejsze), pogoda (podczas mrozu tempo procesu jest wolniejsze) oraz rodzaj liści.

Liście miękkie, np.jabłoni, lipy, brzozy, leszczyny rozkładają się trochę szybciej, zaś twarde, np. dębu, buku, gruszy - wolniej.

Ten kompostownik zapełniłam liśćmi - głównie dębowymi, czyli twardymi, w kwietniu. Zależało mi, żeby kompost był kwaśny, więc dodałam też igieł sosen, trochę szyszek oraz azotowy nawóz sztuczny - siarczan amonu.

         Pięć miesięcy później kompost można już było używać, choć nie był w pełni rozłożony.

2. ŚCIÓŁKOWANIE - estetyka ściółki z opadłych liści jest taka sobie, dlatego raczej polecana jest np. do sadów. Chroni glebę przed wysychaniem, nadmiernymi nagrzewaniem i mrozem oraz zwabia dżdżownice, które poprawiają jej żyzność. Po 1-2 latach nawet po grubej ściółce z liści nie ma śladu. Zamienia się w żyzną próchnicę.

3. PRZEKOPYWANIE - trochę liści (głównie dębowych) przekopuję jesienią w warzywniku. Dodaję jednocześnie kurzaku (zawiera azot), by przyśpieszyć ich rozkład. Do wiosny po liściach nie ma śladu. Są za to dżdżownice, zwabione nimi.



4. PALENIE - nie polecam. Jeśli już trzeba koniecznie, bo np. liście były chore, to popiół z nich też jest nawozem. Ma odczyn zasadowy i najlepiej go wymieszać z kompostem.


Liście bardzo dobrze chronią niskie rośliny przed mrozem, np. rosnących na skalniakach. Ja po prostu przed zimą nie usuwam części opadłych liści - w naturalny sposób chronią przed przemarzaniem.

Leżące na ziemi liście są zimowymi schronieniem dla biedronek czy motyli, ale też szkodników i przetrwalników grzybów chorobotwórczych. Dlatego staram się usuwać wszystkie liście krzewów i drzew owocowych (przeznaczam je na kompost). Wszystkie liście trzeba też sprzątnąć przed zimą z trawnika, bo wylinieje pod nimi.

Z gajowca żółtego, który może zastępować trawnik w zacienionej części ogrodu, nie trzeba zbierać wszystkich liści (jedynie "z grubsza"). Wiosną gajowiec je zasłania, a one w naturalny sposób użyźniają glebę.


Już pod koniec sierpnia motyle, np. rusałka ceik, zaczynają szukać zimowego schronienia pod liśćmi. Dlatego warto zostawiać w ogrodzie choć trochę niezgrabionych liści na zimę.

Czy używać wszystkich liści, czy oddzielać zdrowe od chorych? Moim zdaniem to bardzo trudne oddzielić w takiej masie każdy listek. Ja używam wszystkich liści. Jeśli miały ślady inwazji szkodników czy choroby (miałam np. kilka lat temu pogrom mączniaka prawdziwego winorośli), kompostuję je dłużej (minimum rok).

Pogromczyniami wszelkich patogenów w kompoście są dżdżownice. Gdy jest ich w nim dużo, to znak, że kompost jest pierwsza klasa.

Aby magnolia kwitła dwa razy

 Dlaczego niektóre magnolie kwitną systematycznie dwa razy w roku: wiosną i pod koniec lata? Po prostu tak zaprogramowała je natura - są bardziej wrażliwe na określoną długość dnia.

Gdy dzień ma 13-15 godzin, to dla tych magnolii sygnał, że trzeba wydać kwiaty. Ich termin kwitnienia przypada więc zawsze na przełom kwietnia i maja oraz lipca i sierpnia, bo wtedy tyle właśnie godzin ma dzień.

Tak wyglądają pąki, z których pod koniec lata rozwijają się kwiaty i magnolia zakwita po raz drugi. Zawsze pojawiają się na najmłodszych gałązkach.


Kwitnienie dwa razy w roku jest typowe dla magnolii purpurowej Nigra. W moim ogrodzie kwitnie tak systematycznie od posadzenia. Podczas drugiego kwitnienia kwiatów jest jednak zawsze mniej - ok. 10% w porównaniu do wiosny.

Są równie duże (średnica ok. 20 cm), ale rzadziej się w pełni rozchylają i nie pachną aż tak intensywnie. Nie ma też tak oszałamiającego efektu, gdyż - choć spore - trochę nikną w gęstwinie liści. Mimo to kwitnąca powtórnie magnolia wygląda zjawiskowo.

Magnolia purpurowa Nigra kwitnąca po  raz drugi na przełomie lipca i sierpnia.
             


Tak wyglądają wiosenne kwiaty magnolii purpurowej Nigra. Są zdecydowanie bardziej pachnące niż podczas powtórnego kwitnienia i całkowicie się rozchylają.


Inne gatunki i odmiany magnolii też dość często powtarzają kwitnienie, ale są to raczej pojedyncze kwiaty. Spotkałam się z opinią, że aby skłonić magnolię do ponownego kwitnienia w tym samym roku, trzeba ją przyciąć po pierwszym kwitnieniu. Ja odradzam taki zabieg - magnolie źle tolerują przycinanie, zarówno gałęzi, jak i korzeni. Najlepiej po prostu wybierać odmiany, które mają naturalną skłonność do dwukrotnego kwitnienia w tym samym sezonie, czyli np. "Nigrę".

Magnolia purpurowa Nigra to raczej krzew niż drzewo, dorastające do 3 m (wysokość i szerokość). W moim ogrodzie po 10 latach osiągnęła 2 m.

Jakie wymagania ma Nigra? 
W moim ogrodzie rośnie od południa, lekko zasłonięta od wiatru przez jałowiec i płot. Lubi glebę kwaśną, dlatego ściółkuję ją szyszkami. W miejscu, gdzie rośnie, ziemia jest piaszczysta (dosłownie żółty piach), ale przed jej posadzeniem dodałam sporo gliny oraz ziemi kompostowej. Rośnie świetnie:)

W sezonie - od marca do połowy sierpnia - zasilam ją 2-3 razy nawozem do magnolii (po 2-3 garście za każdym razem). Była podlewana tylko jako młoda roślina podczas suszy. Od ok. 5 lat w ogóle nie jest podlewana. Nie zabezpieczam jej też przed mrozami. Jedyne co robię przed zimą, to dosypuję jej szyszek - na mróz są bowiem najbardziej wrażliwe korzenie magnolii. Tak samo postępuję z innymi moimi magnoliami.



O odmianach magnolii odpornych na mróz CZYTAJ TUTAJ

Ściółkowanie trocinami

Po cięciu drewna, np. do kominka, zawsze zostaje mnóstwo trocin i zrębków. Niektórzy - po wysuszeniu - je palą. Moim zdaniem szkoda, bo to bardzo wartościowy nawóz organiczny i ściółka, które można stosować w ogrodzie od wiosny do jesieni.

Trzeba pamiętać jednak o podstawowej zasadzie: jeśli trociny i zrębki pochodzą z drewna liściastego koniecznie muszą być przekompostowane, zaś z iglastego - niekoniecznie.

Nie należy przesadzać z grubością ściółki - gruba warstwa trocin "filcuje się" i jest mało przepuszczalna dla wody.

Świeże trociny z drewna iglastego można rozsypywać np. w truskawkach i poziomkach - poprawiają strukturę gleby, chronią ją przed wysychaniem i zapobiegają zapiaszczeniu owoców. 
Jednak, jeśli nie są przekompostowane, trzeba koniecznie pamiętać o dodatkowej dawce nawozu azotowego np. mocznika. Trociny z drewna liściastego też się nadają, ale koniecznie po przekompostowaniu.


Trociny i zrębki nadają się na wszystkie rodzaje gleb: piaszczyste, gliniaste, podmokłe... Dlaczego warto je stosować?

1. Uwielbiają je dżdżownice i inne pożyteczne mikroorganizmy w glebie, dzięki którym rośliny rosną lepiej i są zdrowsze.

2. Poprawiają warunki powietrzne i wodne gleby, która staje się pulchna i ma optymalną wilgotność.

3. Gleba lepiej i szybciej się nagrzewa, co jest wielkim plusem zwłaszcza wiosną.

4. Wyściółkowane nimi rabaty i grządki wyglądają na zadbane; chronią też przed zachwaszczeniem.

Trociny i zrębki rozkładają się powoli, dlatego raczej nie dostarczają roślinom zbyt wielu składników pokarmowych. Ich zaletą jest przede wszystkim poprawa struktury gleby. Zakwaszają też glebę, ale powoli (z drewna iglastego - bardziej, zaś liściastego - mniej). Szczególnie polecam je do iglaków, magnolii, borówek, rododendronów, azalii, truskawek, poziomek, winorośli, malin.

Stosowanie trocin i zrębków zależy z jakiego drewna pochodzą:

*Z drzew iglastych - można wysypywać do ogrodu nawet świeże, jako ściółkę albo przekopywać lub mieszać z ziemią np. przy pomocy grabi.

*Z drzew liściastych - świeżych lepiej nie rozsypywać w ogrodzie. Zawarte w nich garbniki będą bowiem hamowały wzrost roślin. Ponadto w glebie zajdzie takie samo zjawisko, jak przy trocinach z drzew iglastych - mikroorganizmy, które je rozkładają, pochłoną z gleby azot.


Dlatego trociny i zrębki z drewna liściastego najlepiej kompostować (co najmniej 3-4 miesiące). Do kompostownika, oprócz trocin, trzeba obowiązkowo(!) dodać coś azotowego, czyli np. kurzak, obornik, skoszoną trawę albo nawóz azotowy, np. mocznik, saletrę amonową. Jeśli jest możliwość, warto kompostować również trociny z drewna iglastego - nie będzie wtedy problemu z tzw. głodem azotowym.

Co zrobić, gdy nie ma gdzie kompostować trocin, bo np. jest ich tak dużo? Tak jest właśnie w moim ogrodzie - trocin z cięcia drewna do kominka mam tyle, że nie mieszczą się w kompostownikach (a mam ich 4).

Po prostu do kompostownika wrzucam tylko ich część. Resztę zostawiam przed drewutnią - gdy są mi potrzebne do ogrodu, zbieram je z ziemi (zwykle po roku). Do ściółkowania rzadko stosuję same trociny; zwykle mieszam je z szyszkami i korą.

                   Świeże trociny brzozowe - nadają się do ogrodu po przekompostowaniu

                  Świeże trociny olchowe - zanim trafią do ogrodu, trzeba je przekompostować

O skutkach braku azotu, który może wystąpić, jeśli użyje się za dużo świeżych trocin: CZYTAJ TUTAJ

Czym jeszcze można ściółkować: CZYTAJ TUTAJ

Floks (płomyk) wiechowaty - przycinanie po przekwitnięciu

Przełom lipca i sierpnia to czas, kiedy przekwitają floksy (płomyki) wiechowate. Warto przyciąć ich kwiatostany, bo po kilkunastu dniach zakwitną ponownie. Nowe kwiatostany wyrosną w kątach liści poniżej miejsca cięcia. Nie będą już tak duże jak przy pierwszym kwitnieniu, ale ich wspaniały zapach pozostanie ten sam.

Floksy (płomyki) wiechowate ładnie i obficie kwitną zarówno w miejscach słonecznych, jak i półcienistych. W pełnym słońcu zakwitają wcześniej niż w zacienionym, ale i szybciej przekwitają.

W moim ogrodzie sadzę je w miejscach, gdzie często się przechodzi, by jak dłużej cieszyć się ich wspaniałym zapachem.



Pojedyncze pąki w kwiatostanie floksów nie rozwijają się jednocześnie. Dlatego, kiedy pierwsze przekwitają, ostatnie dopiero się rozwijają. Ja obcinam kwiatostany, gdy mniej więcej połowa kwiatków przekwitnie.

Znam jednak osoby, które obcinają je już po zauważeniu kilku przekwitłych kwiatów. To kwestia gustu - floksy i tak zakwitną jeszcze raz w podobnym terminie.

Na jakiej wysokości ciąć kwiatostany floksów? Tniemy pod ostatnim rozgałęzieniem z kwiatkami. Oto mój 2-sekundowy film:)


Na schemacie poniżej zaś zaznaczyłam czerwoną kreską miejsce cięcia. Po prawej stronie jest rysunek przedstawiający floksa ponownie kwitnącego po przycięciu głównego kwiatostanu. Kwiaty nie tworzą już jednego, dużego "pomponu" lecz kilka mniejszych po bokach. 


Floksy (płomyki) wiechowate bardzo szybko zawiązują nasiona i łatwo się z nich rozmnażają. Dlatego jeśli na przekwitłych kwiatostanach pojawią się zielone torebki z nasionami (na zdjęciu poniżej zaznaczyłam ją na czerwono), lepiej nie wyrzucać ich na kompost. Floksy najprawdopodobniej "rozejdą" się z kompostem po całym ogrodzie (podczas nawożenia) i w dodatku - jeżeli mamy kilka odmian floksów - będą to różnokolorowe mieszańce. No chyba, że ktoś lubi takie niespodzianki:)



Na przełomie września i października floksy (płomyki wiechowate) całkiem przestają kwitnąć. Wtedy tniemy je przy ziemi.

Więcej o cięciu floksa wiechowatego jesienią CZYTAJ TUTAJ

Warto wiedzieć

Wysoki floks (płomyk) wiechowaty, ze względu na podobną nazwę, bywa mylony z płożącym floksem (płomykiem) szydlastym. Rośliny wyglądają zupełnie inaczej, różni je termin kwitnienia i wymagania.

O floksach szydlastych więcej piszę tutaj:

Wymagania - CZYTAJ TUTAJ 
Przycinanie - CZYTAJ TUTAJ
Rozmnażanie - CZYTAJ TUTAJ

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...