Translate

Lipa na zęby – przepis z 1884 roku

Gdy nie było gotowych past do zębów, robiono je domowymi sposobami. Najczęściej wykorzystywano zioła oraz drewno lipy. 

Niedaleko Częstochowy – w miejscowości Cielętniki – rośnie 700-letnia lipa, której korę obgryzają pielgrzymi. Aby starego drzewa nie zniszczyli, trzeba je było ogrodzić. Ponoć obgryzanie tej lipy chroni zęby przed psuciem.

To oczywiście przesąd, ale rzeczywiście kiedyś robiono proszek do czyszczenia zębów z lipowego drewna, ale pochodzącego z korzenia. I jest to przepis niemiecki, a nie polski.

Lipy przed Pałacem Branickich w Białymstoku. Tutaj nikt ich nigdy nie obgryzał:)

W XIX wieku przepis na „Proszek doskonały do zębów z Berlina” spopularyzowała M. z K. Marciszewska w książce „Kucharka szlachecka” (wydanej w 1884 roku). Przynajmniej jedną jej książkę miały w domu wszystkie młode mężatki z rodzin szlacheckich i mieszczańskich.

Przepis nie jest trudny. Dziś jednak nie jest łatwo zdobyć wszystkie składniki – chyba że ma się je w ogrodzie.

Przepis na domowy proszek do czyszczenia zębów 

1. Wykopać korzeń lipy i spalić na węgiel.

2. Utłuc ususzony tatarak zwyczajny (wtedy nazywano go tatarskim zielem lub ajer korzeniem).

3. Utłuc fijałkowy korzeń (czyli kosaćca, ale nie każdy się nadaje).

W XIX wieku fijałkowy korzeń był bardzo popularny. Używano go do robienia domowych alkoholi, np. miodów, nalewek, win. Robione też niego gryzaki dla ząbkujących niemowląt.

Korzeń fijałkowy pozyskiwano z dwóch gatunków: kosaćca bladego (Iris pallida) oraz kosaćca florentyńskiego (Iris florentina). Pisał o tym Józef Rostafiński w „Zielniku czarodziejskim” z 1893 roku.

4. Wymieszać składniki w proporcjach: 2 łyżki lipowego węgla, 1 łyżka tataraku, 1 łyżka korzenia fijałkowego.

5. Wsypać do puszki i szorować codziennie zęby.


Czy taki proszek działał? Autorka książki, z której pochodzi przepis, była w wieku 50 lat, gdy ją pisała. Miała zęby wszystkie i białe. Tak zachwalała proszek na zęby z Berlina:

„Czyścić tym proszkiem zęby, a bardzo ma przyjemny zapach i zęby zdrowo utrzymuje, od bólu zachowuje, mogę to powiedzieć z pewnością bo od lat 20-stu jak ten proszek używam”.

Być może obgryziona lipa w Cielętnikach to także efekt starego przesądu o odmładzaniu tych drzew oliwą. Wierzono, gdy naleje się oliwę w dziury w jej korzeniach, drzewo młodnieje (przesąd podał Józef Rostafiński w „Zielniku czarodziejskim” z 1893 roku). Od dziur w korzeniach łatwo przejść w wyobraźni do popsutych zębów. I unikać pasty do zębów:) Tylko lipy szkoda.

Kwiaty lipy to popularny specyfik na różne dolegliwości, m.in. przeziębienie.



Sposoby na krety – domowe i chemiczne

Walka z kretami jest trudna i nie ma końca. Ich ulubione miejsce żerowania to wypielęgnowane trawniki, bo tam mają dużo jedzenia. Potrafią ryć w ogrodzie cały rok, gdyż nie zasypiają na zimę.

W jadłospisie kretów są m.in. dżdżownice, pędraki, drutowce, larwy. Dlatego w starych sadach likwidują wiele szkodników zimujących w ziemi, czyli są pożyteczne. Na trawnikach, rabatach kwiatowych i w warzywniakach zaś sieją spustoszenie.

Kret z mojego ogrodu. Rył bardzo krótko, bo został upolowany przez kota.


Krety na zimę nie zasypiają. Schodzą tylko głębiej pod ziemię i robią sobie spiżarnie. Dlatego w czasie zimowych odwilży też potrafią zryć trawnik.

Krety są pod częściową ochroną. W stanie dzikiem nie wolno ich zabijać. Z ogrodu najlepiej krety przepłaszać. Sposobów na krety jest mnóstwo. 

1.Pies lub kot

W moim ogrodzie kret to wielka rzadkość. Dosłownie w kilka dni po pojawieniu się pierwszego kopca, kret zostaje upolowany przez kota i złożony w prezencie przed drzwiami do domu.

Mój kot - pogromca kretów, nornic, myszy. Skacze też po sosnach i łapie wiewiórki. 

Przed wielu laty mieliśmy psa (małego kundla), który był postrachem kretów w całej okolicy. Wymykał się wcześnie rano pod siatką w ogrodzeniu na polowanie. Krety przynosił na podwórko i kolekcjonował w skrytkach. Zawsze układał je w równych rzędach, jak wojsko.

Pies wynajdywał skrytki tak sprytnie i w takiej tajemnicy przed nami, że trudno je było znaleźć. W każdej było po kilkanaście lub kilkadziesiąt kretów. Gdy opróżnialiśmy skrytkę, robił nową w innym miejscu i znowu zbierał krety. Pies nigdy nie był tresowany do wyłapywania kretów. Ten typ tak miał:)

2.Odstraszacze dźwiękowe

Mają całkiem dobrą skuteczność. Przepłaszają nie tylko krety, ale też nornice, myszy i szczury. Można je bardzo łatwo zrobić, np. nadziać plastikową butelkę na patyk. Niezłe są także wiatraczki (takie do zabawy dla dzieci).

Odstraszacz dźwiękowy można też kupić – są na baterie i solarne. Odstraszacze na baterie są tańsze, ale droższe w eksploatacji, bo trzeba co jakiś czas kupować baterie. Można ich używać także np. w piwnicach czy altanach do przepłaszania myszy i szczurów.

Odstraszacze solarne zaś są droższe lecz tańsze w eksploatacji bo zasila je energia słońca. Z tego powodu nie nadają się do stosowania w piwnicach.

Minusem wszystkich odstraszaczy dźwiękowych jest ograniczona powierzchnia działania (od kilku do kilkudziesięciu metrów powierzchni). Poza tym krety się do nich przyzwyczajają i znowu grasują po ogrodzie. Trzeba zmieniać ich ustawienie i co jakiś czas wyłączać.

Kret na pysku ma włosy czuciowe. Za ich pomocą odbiera drgania, np. z odstraszaczy dźwiękowych.

3.Niepodlewanie

Krety nie lubią suchej ziemi. Gdy ogród jest podlewany rzadko lub wcale, wyprowadzają się z niego.

Ulubione miejsce żerowania kretów to trawniki podlewane, z piękną zieloną trawą. W takich miejscach mają mnóstwo jedzenia (m.in. dżdżownice, pędraki, drutowce).

Krety najchętniej ryją pod często podlewanymi trawnikami. Nie lubią suchej ziemi.

4.Kretołapki

Niektórzy robią je sami z pustych, plastikowych rur. Wygodniej kretołapkę kupić. Kret do niej wchodzi, ale wyjść nie da rady. To humanitarny sposób odłowienia kreta, ale pod warunkiem, że często się kretołapkę sprawdza. Złapany kret może bowiem w niej paść z głodu.

Złowionego kreta wypuszcza się na wolność np. na łące.

5. Odstraszające zapachy

Krety mają bardzo dobry węch. Wiele zapachów je odstrasza. Na liście ich nielubianych roślin są aksamitka, bazylia, dziki bez, kocimiętka. Te rośliny warto sadzić np. przy trawniku, na klombach, w warzywniku.

Krety nie lubią zapachu aksamitek. Jednak zasięg ich działania jest mały,

Krety odstrasza także gnojówka z dzikiego bzu. To jednocześnie bardzo dobry naturalny nawóz, którym można podlewać np. trawnik. Niestety, gnojówka z dzikiego bzu ma też minusy: zapach gnoju oraz zwabia ślimaki (trawnikowi nie zagrażają, ale np. papryce - tak).

W sklepach ogrodniczych można kupić gotowe preparaty odstraszające krety, np. w płynie, granulkach, pałeczkach. Nie zabijają one kretów lecz przepłaszają zapachem. Niektóre (w płynie) sprawiają, że dżdżownice i owady pod ziemią zaczynają dla kretów brzydko pachnieć. I krety się wyprowadzają w ogrodu, bo nie mają co jeść.

Jak zrobić gnojówkę na krety i nornice CZYTAJ TUTAJ

6.Środki kretobójcze

To ostateczność w walce z kretem. Do wyboru są np. granulaty i świece dymne. Nie są na 100% skuteczne.

Dzięki szerokim łapom kret ryje z szybkością kilkunastu metrów na dobę. Najbardziej jest aktywny rano.  


Doniczki z butelek plastikowych – jak zrobić

Nadają się do uprawy ziół i niektórych warzyw na balkonie. Na doniczki najlepsze są duże, plastikowe butelki po wodzie mineralnej o pojemności 5 l.

Gdy przychodzi wiosna, zawsze odczuwam brak dużych doniczek (a mam ich mnóstwo). Problem w dużym stopniu rozwiązują doniczki, które robię z butelek o pojemności 5 l po wodzie mineralnej. Na tarasie bardzo dobrze rośnie w nich na bazylia, rzeżucha i karłowe ogórki. Czasami w doniczkach z butelek sadzę też paprykę i karłowe pomidory.

Nie polecam robienia doniczek z małych butelek plastikowych (o pojemności 1,5- 2 l), np. do rozsady. 

Po pierwsze: są za małe, by coś rosło w nich cały sezon (teoretycznie jest to możliwe lecz kłopotliwe).

Po drugie: trudno z nich wyciągnąć bryłę korzeniową rozsady, tak by się nie rozpadła.

Po trzecie: łatwo się skaleczyć przy robieniu dziurek.

Jak zrobić doniczkę z plastikowej butelki 


1. Duże, puste butelki po wodzie mineralnej dostaję głównie od znajomych.



2. Usuwam etykietę, która wędruje do recyklingu.




3. Obcinam górną część butelki nożyczkami. Przeznaczam ją do recyklingu albo zostawiam na osłonki chroniące przed przymrozkami (warzywa wiosną). Zakrętki zbieram i przeznaczam na akcje charytatywne.



4.Dużym gwoździem, rozgrzanym w płomieniu kuchenki gazowej, robię dziury w dnie (to jest najtrudniejsze).



Doniczki służą mi wiele sezonów. Bardzo dobrze się myją. Nie pękają, nie zmieniają koloru. Nie zauważyłam, żeby roślinom przeszkadzało, że są przezroczyste.

Ich wadą jest trudne wyjęcie bryły korzeniowej (zawsze się rozpada). Dlatego trzeba sadzić takie rośliny, których już się nie przesadza. Najbardziej w doniczkach z butelek lubię sadzić bazylię i siać rzeżuchę.

Gdy bazylia zostaje zjedzona, wyrywam korzeń i sieję – bez zmiany ziemi – rzeżuchę. Rośnie błyskawicznie. Dopiero po ścięciu rzeżuchy wyrzucam ziemię z jej korzeniami na kompost. Myję doniczkę i mam gotowy pojemnik do następnego sadzenia.


Rzeżucha rosnąca w doniczce zrobionej z plastikowej butelki po wodzie mineralnej.

Więcej o uprawie rzeżuchy w doniczkach z butelek CZYTAJ TUTAJ

W jednej z doniczek z plastikowej butelki, gdzie rosła bazylia, gajówki (chyba) założyły gniazdo. Piskląt było 5, tak cichych, grzecznych, niebrudzących, że nie zauważył ich mój kot:)


Pałka wodna – roślina jadalna i ozdobna

Jej brązowe kwiatostany w kształcie pałek to piękna dekoracja stawów. Gdy nie znano ziemniaków, pałki wodne dostarczały skrobi na talerze. Z ich puchu robiono hubkę, pułapki na myszy i poduszki.

Pałka wodna to nazwa popularna. W rzeczywistości pałki występują w wielu gatunkach. Różnią się wielkością kwiatostanów i wysokością. Zdarzają się wśród nich krzyżówki. Wszystkie są jadalne.

Pałka to popularna roślina w ogrodach wodnych i dziko rosnąca.

Dziko nad stawami w Polsce najczęściej rosną pałka szerokolistna (Typha latifolia) oraz pałka wąskolistna (Typha angustifolia). W ogrodach często uprawia się także pałkę najmniejszą (Typha minima), gdyż jest nieduża (do 80 cm wysokości). Pałki to rośliny niewymagające, łatwe w uprawie. Mogą wręcz zachwaszczać oczko wodne, jeśli pozwoli się im rozrosnąć.

Przed wiekami pałki wodne były roślinami ratującymi od głodu. Zjadano nawet ich pyłek. W ubogich rejonach świata pałki do dziś są używane jako zioło, m.in. do leczenia odmrożeń.

„Wierzchołki pałek mają moc czyszczącą i chłodzącą” – pisał ksiądz Krzysztof Kluk, słynny polski botanik, w książce „O roślinach, ich utrzymaniu, rozmnażaniu i zażyciu” z 1778 roku.

Kwiatostany

Dojrzałe, brązowe kolby pałek wodnych świetnie wyglądają w suchych bukietach. Efekt jest krótki, bo bardzo szybko wysypuje się z nich puch, który zaśmieca dom (trudno posprzątać), przypominający pierze gęsi czy kaczek.

Kiedyś puch pałek oraz pierze gęsi i kaczek miały podobne zastosowanie. Wypychano nimi poduszki, pierzyny, krzesła, ocieplane kamizelki. Z tym że puch z pałek był dla biednych, zaś z gęsi i kaczek – dla bogatych.

Puch pałek służył też jako lek na odmrożenia. Mieszano go z masłem i nakładano na chore miejsca.

Inne zastosowanie puchu pałek to pułapki-trutki na myszy oraz szczury. Puch nie jest jednak trujący. Mieszano go z jedzeniem i wykładano dla gryzoni. Puch zapychał im przewód pokarmowy. Myszy i szczury przestawały jeść, a następnie ginęły.

Na biwaku nad jeziorem czy rzeką puch pałek można używać jako rozpałki do ogniska. Kiedyś służył jako hubka.

Młode kwiatostany, najlepiej zielone, można jeść podobnie jak kolby kukurydzy (po gotowaniu przez kilka minut). Pyłek pałek zaś wygląda jak mąka i podobnie się go używa. Bardzo trudno go jednak zebrać, bo jest go mało na kwiatach, a poza tym w okresie pylenia trudno się do pałek dostać (rosną w wodzie).

Kolby pałek, gdy dojrzeją, puszą się jak pierze czy bawełna. Puch pałek wykorzystywano kiedyś np. do robienia poduszek.

Liście i łodygi

Kiedyś służyły do wyplatania tzw. rogoży, czyli coś w rodzaju tanich dywaników i worków. Napar liści i pałek wodnych zaś był lekko działającym lekiem m.in. na zapalenie pęcherza oraz hemoroidy.

Z jedzeniem liści i łodyg pałek trzeba jednak uważać, bo można je pomylić z kosaćcami (irysami) żółtymi (lubią rosnąć razem). Po zjedzeniu irysa można się pochorować.

Kłącza

Podobnie jak w przypadku liści i łodyg pałek, trzeba bardzo uważać, by nie pomylić ich z kosaćcem (irysem) żółtym.

Zbiór kłączy pałek nie jest prosty. Trzeba być albo bardzo głodnym, albo mieć dużo czasu, albo lubić sztukę przetrwania:)

Pałki rosną albo w płytkiej wodzie, albo w mule. Ich kłącza nie jest łatwo wykopać.

Po zebraniu kłącza pałek wodnych trzeba oczyścić z mułu i wysuszyć. Potem mieli się je na mąkę i piecze np. podpłomyki. Można też kłącza uprażyć na patelni (na brązowo) i zmielić. Powstaje namiastka kawy.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...