Translate

Cis – dlaczego truje

To świetny iglak m.in. na żywopłoty. Cis nigdy nie powinien być sadzony przy placach zabaw dla dzieci i wybiegach zwierząt. Jest niebezpieczny po zjedzeniu.

Cis jest często sadzony w ogrodach i na ulicach. 

W ogrodach uprawia się kilka gatunków cisów: cis pospolity (Taxus baccata), cis japoński (Taxus cuspidata) i cis pośredni (Taxus media). Wszystkie są bardzo podobne do siebie i mają właściwości trujące.

Cisy zawierają alkaloidy oraz inne substancje nie do końca poznane. Mają tak silne działanie, że przez wieki ostrzegano, by nawet nie stawać ani tym bardziej nie spać w cieniu cisa. Cień cisa miał „przynosić choroby i zabierać sen”. Szymon Syreński (1540-1611) – prof. Akademii Krakowskiej, lekarz, botanik i wybitny znawca ziół twierdził nawet, że cień cisa zabija.

Jak to w przesądach, także w tym o cisach jest ziarno prawdy. Z jednej strony cisy to rośliny trujące. Z drugiej – lecznicze. Używane są dziś do leczenia nowotworów. Na własną rękę nie można jednak przyrządzać leku z cisów. W niewłaściwych dawkach cis jest bardzo groźny. Cis uprawia się wyłącznie jako iglak ozdobny.

Trujące są prawie wszystkie części cisów. Nietrująca jest jedynie czerwona osłonka owoców (nibyjagód). Jednak nasiona – już tak.

Cis pospolity - odmiana żeńska Elegantissima.

Najczęściej do zatrucia cisem dochodzi po zjedzeniu jego czerwonych owoców (nibyjagód), ssaniu gałązek oraz – w przypadku zwierząt – zjedzeniu igieł. W internecie można spotkać informacje, jak smaczne są osnówki cisów (jedyna ich część nietrująca). Jednak ich jedzenie to jak stąpanie po linie nad przepaścią. Uda się albo się nie uda. Rozgryzienie nasiona jest bowiem niebezpieczne.

Objawy zatrucia cisem to m.in. ból brzucha, zawroty głowy, utrata przytomności, płytki oddech, problemy z sercem. Może dojść do zapaści. Rokowania są bardzo poważne.

Cis japoński

Najbardziej niebezpieczne są zatrucia cisem wśród dzieci. Gdy podejrzewa się, że dziecko zjadło cis, trzeba od razu szukać pomocy u lekarza. Nie czekając na objawy.

Zdarzają się zatrucia zwierząt, np. koni. Dlatego obok wybiegów dla zwierząt nigdy nie należy sadzić cisów.

Dotykania cisów gołymi rękami nie trzeba się bać. Podobnie z przycinaniem cisa – ale najlepiej robić to w rękawicach.

Ryzyko zatrucia można zminimalizować sadząc cisy męskie w ogrodzie. Owoce (nibyjagody) mają tylko cisy żeńskie. Ich czerwony kolor przyciąga wzrok dzieci.

I ciekawostka: igły cisu były dawniej sypane na drogę konduktu pogrzebowego. Cis był uważany za roślinę magiczną, coś w rodzaju bramy do innego świata. Zamykał powrót do świata żywych.

Cis pośredni


O innych trujących roślinach w ogrodach CZYTAJ TUTAJ

Obrywanie liści pomidorów – plusy i minusy

Wiele osób traktuje obrywanie liści pomidorów jako zabieg konieczny. Trzeba jednak uważać, by nie przesadzić. Mało liści na pomidorach to mniejszy plon i większe ryzyko chorób.

Obrywanie liście pomidorów nie powinno być aż tak radykalne, jak tutaj. Te już nie urosną, a jedynie dojrzeją. 

Obrywanie liści pomidorów przypomina czasami nałóg. Wiele osób nie wyobraża sobie, by nie pozbawić pomidorów liści, gdy zawiążą się owoce. Efekt: łyse pomidory z kilkoma gronami.

Oczywiście obrywanie liści pomidorów jest potrzebne. Jednak w uprawie amatorskiej lepiej nie przesadzać. Zasada jest prosta: im mniej liści na pomidorze, tym mniej owoców, ale za to wcześniej dojrzałych w podobnym czasie.  Poza tym podczas nieumiejętnego obrywania liścia można zafundować pomidorom groźne choroby.

Czyli obrywać liście pomidorów, czy nie obrywać? Tak, ale nigdy nie przesadzać. Oto plusy i minusy.

Obrywanie liści pomidorów – plusy


  • Szybsze dojrzewanie owoców – pomidory są lepiej doświetlone, mają lepszy smak i mocny zapach.
  • Zapobieganie chorobom – usuwanie liści stykających się z ziemią to prosty sposób na ograniczenie chorób grzybowych. 
  • Szybsze wysychanie liści pod deszczu i rosie – im krócej i rzadziej są mokre liście pomidorów, tym mniejsze ryzyko chorób grzybowych. 


W pierwszej kolejności obrywa się liście żółknące i stykające się z ziemią. 

Obrywanie liści pomidorów – minusy


  • Mniejszy plon – po oberwaniu liści owoce szybciej dojrzewają, ale i niewiele przyrastają na wadze. Pomidor ogołocony z liści nie wypuszcza nowych owoców i kończy wegetację.
  • Podwyższone ryzyko chorób – z jednej strony usuwanie liści niezdrowo wyglądających i stykających się z ziemią ogranicza występowanie chorób grzybowych. Jednak z drugiej strony – przez rany po obłamanych liściach mogą wnikać chorobotwórcze mikroorganizmy.


Jak obrywać liście pomidorów:


1.Tylko słoneczny dzień

Liści NIGDY nie obrywa się w dzień deszczowy. Unikać też obrywać liści wieczorem. Rany muszą jak najszybciej zaschnąć. Wilgoć bardzo sprzyja chorobom grzybowym.

2. Obłamywać czy ciąć

Opinie są różne. Ja jestem zwolenniczką obłamywania. Na rękach i sekatorach można przenosić chorobotwórcze drobnoustroje i zarażać pomidory. Ręce myje się często. A kto dezynfekuje sekator?

Rana po oberwanym liściu powinna być jak najmniejsza.

3. Całe liście

Nie ucina się liści, np. w połowie. Jak obrywać, to całe.

4. Ile liści na raz

NIGDY nie usuwa się na jeden raz więcej niż 1-3 liści. Najlepiej jednak trzymać się zasady „tylko jeden liść na raz”. Odłamywanie po 2-3 liście wytrzymują tylko bujnie rosnące odmiany, dobrze nawożone.

5. W pierwszej kolejności 

Najpierw usuwa się liście stykające się ziemią i często moczone podczas podlewania. Usunąć też trzeba liście żółknące, w plamy.

6. W drugiej kolejności

Gdy pomidory są już dobrze wyrośnięte, można stopniowo usuwać liście pod najniższym gronem (powinno ich zostać co najmniej 1-2), a potem wyżej.

7. Część liści musi zostać

Obrywanie liści pomidorów nie może sprawić, że po zabiegu zostają łyse, z kilkoma listkami. Liście są im potrzebne do życia. Na pomidorach powinno zostać co najmniej 15-20 liści.

Są odmiany pomidorów z natury wysokie i „szczupłe”, które mają mało liści, np. Malinowy Retro czy Malinowy Warszawski. U tych odmian wystarczy zwykle oberwać liście tylko stykające się z ziemią.

Pomidor Malinowy Retro z natury jest szczupły i wysoki, Ma mało liści. 

Inne odmiany, np. karłowy Aztek, zawiązują owoce na zewnątrz liści. Nie ma sensu go ogołacać, tym bardziej, że często uprawia się go w donicach (ma wyjątkowo piękne, ciemnozielone liście). Łysy pomidor na balkon to taka sobie dekoracja.😏

Pomidor Aztek to balkonowy karzełek. Owoce zawiązuje na zewnątrz liści. Nie ma sensu go ogołacać.



Pachnący ogród – kwiaty o najmocniejszym zapachu

Jest mnóstwo kwiatów, które mocno pachną. Jednak tylko niektóre mają zapach wręcz odurzający. Pachnący ogród nie jest trudno stworzyć. Oto co sadzić.

Ogród to nie tylko kolory, ale i zapachy. Oczywiście jest bardzo dużo pięknie i mocno pachnących roślin. Jednak zwykle i tak trzeba zbliżać nos do kwiatów, by podziwiać ich zapach.

Proponuję posadzić rośliny, które spowijają ogród zapachami już od wejścia. Ich woń unosi się po prostu wszędzie. Trochę jak wieczorowe perfumy. Ale uwaga! Pachnący ogród uzależnia😊

Czeremcha zwyczajna

Cechy: drzewo
Kwitnienie: maj - czerwiec

Czeremcha pospolita ma kwiaty białe, niepozorne. W dodatku kwiaty są zwykle wysoko, więc ich nie widać. Ich zapach jest wręcz oszałamiający. Przypomina woń magnolii, lilaków i jarzębiny. Ogród, gdzie kwitnie czeremcha, pachnie niesamowicie. Ma się wrażenie, że zapach napływa do ogrodu falami.

Czeremcha
Więcej na temat czeremchy CZYTAJ TUTAJ
------------------------------------------


Floks wiechowaty (płomyk)

Cechy: bylina
Kwitnienie: lipiec – sierpień

Floksy wiechowate warto sadzić przy oknach i drzwiach. Wtedy ich wspaniały, słodki zapach wchodzi także do domu. Najmocniej pachną floksy wiechowate posadzone w słonecznych miejscach.

Floks wiechowaty
------------------------------------------


Heliotrop peruwiański

Cechy: bylina, ale uprawiana jako roślina jednoroczna
Kwitnienie: lipiec - wrzesień

Heliotrop peruwiański pachnie nieziemsko. Wystarczy jeden, by pachniał ogród, taras czy balkon. Zapach jest odurzający, ale elegancki i – moim zdaniem - niemęczący. Kojarzy mi się z gardenią i nutami storczyków.

Heliotrop peruwiański
-----------------------------------------

Jarzębina

Cechy: drzewo
Kwitnienie: maj - czerwiec

Jarzębina kwitnie w podobnym terminie jak czeremcha pospolita. Jej zamach nie jest aż tak zniewalający, ale też mocny, oszałamiający. Razem oba drzewa tworzą wspaniałą mieszankę zapachów.

Jarzębina
----------------------------------------

Jaśminowiec wonny

Cechy: krzew
Kwitnienie: maj – czerwiec

Nieprzypadkowo jaśminowiec wonny jest tradycyjnie sadzony przy oknach. Gdy kwitnie, otacza go chmura pięknego zapachu. Co ciekawe – silny zapach jaśminowców nie zwabia pszczół.

Jaśminowiec wonny
----------------------------------------


Lilak pospolity (Bez)

Cechy: krzew lub niskie drzewko
Kwitnienie: kwiecień – maj

Nie wszystkie lilaki pospolite pachną. Są też takie, które pachną delikatnie lub średnio mocno. Dlatego, jeśli chce się miećpachnący ogród, przed kupnem bzu trzeba sprawdzać, czy jego kwiaty pachną. Mocno pachną np. odmiany Andenken An Ludwig Spath, Madame Lemoine, Sensation.

Lilak pospolity Sensation
---------------------------------------

Róża

Cechy: krzew
Kwitnienie: czerwiec – październik

Nie wszystkie róże pachną. Tym mocno pachnących jest jednak mnóstwo. Niektóre mają niepozorne kwiaty, jak róża igiełkowa. Inne mają i wspaniałe kwiaty, i mocny zapach. Polecam np. odmiany Erotica, Graham Thomas, Othello.

Róża Erotica
---------------------------------------


Szachownica cesarska (Korona cesarska)

Cechy: roślina cebulowa
Kwitnienie: kwiecień – maj

Zapach szachownicy cesarskiej jest kontrowersyjny. Są osoby, które go nie znoszą. . Mi kojarzy się z mchem, ziemią, wiosną. Bardzo go lubię. Gdy wchodzi się do ogrodu, gdzie choćby szachownica dopiero kiełkuje, czuć jej odkurzający zapach.

Szachownica cesarska
--------------------------------------

Tojeść amerykańska

Cechy: bylina
Kwitnienie: czerwiec – sierpień

Tojeść amerykańska pachnie egzotycznie – to mieszanka zapachów storczyków, hoi i jaśminowca. Zwabia motyle i pszczoły. Nawet jedna tojeść amerykańska wystarczy, aby mieć pachnący ogród.

Tojeść amerykańska


Kompost gliniasty – jak zrobić

Warto go robić, gdy ziemia w ogrodzie jest lekka, piaszczysta. Kompost gliniasty to prosty sposób na zatrzymanie wody w glebie. 

Kompost gliniasty robi się podobnie jak zwykły. Najlepsza jest glina bez kamieni.

Glina w ogrodzie z reguły źle się kojarzy. Często bywa tak, że gdy buduje się dom, trzeba ją wywozić z wykopów ciężarówkami, bo tak jest jej dużo.

Na samej glinie nic nie urośnie. Jednak dodatek gliny w glebie, zwłaszcza suchej i piaszczystej, świetnie zatrzymuje w niej wodę. Bardzo dużo roślin to lubi, np. cykoria, grusza, milin amerykański, róża, sałata głowiasta krucha, soja.

W moim ogrodzie ziemia była kiedyś niesamowicie sucha. Woda przeciekała przez nią jak przez sito. Przed założeniem ogrodu dodałam do ziemi w ogrodzie 2 ciężarówki gliny (dostałam je za darmo z ogłoszenia) na około 500 m kwadratowych. I po latach uważam, że to było za mało.

Obecnie, jeśli uda mi się zdobyć glinę, dodaję ją najczęściej do kompostu. W ten sposób glina trafia od razu do sadzonych roślin.

Kompost gliniasty jest bardzo łatwy do zrobienia. Robi się go tak samo jak kompost uniwersalny (z resztek kuchennych i ogrodowych). Jedyna różnica to dodatek gliny.

Najtrudniej jest zdobyć glinę do kompostu. Ja prawie zawsze znajduję ją w wykopach na ulicach. Glina, zwłaszcza mokra, jest bardzo ciężka i brudząca. Dlatego najwygodniej przenosić bryły na sucho. Nie trzeba się przejmować, że są twarde jak kamień. Po zmoczeniu wodą, glina robi się miękka jak błoto.

Aby ułatwić sobie pracę, bryły gliny wyrzucam na wierzch napełnionego kompostownika. Stąd pobieram porcje gliny (po zmoczeniu przez deszcz) do innych kompostowników stojących obok.

Suche bryły gliny są twarde jak kamień. Zamiast siłować się z ich rozbijaniem, lepiej poczekać na deszcz. Same się wtedy rozpłyną. Będą miękkie jak masło.
Ta glina jest położna na napełnionym kompostowniku. Stąd łopatką można pobierać niewielkie jej ilości do kompostowników ustawionych obok.

Nie stosuję jakiś specjalnych proporcji gliny w stosunku do resztek roślinnych. Jednak maksymalnie używam wiaderka gliny na jeden kompostownik. Gdy uzbiera się warstwa resztek roślinnych o grubości około 15-20 cm, posypuję je gliną. Następnie znowu warstwa resztek roślinnych i znowu glina. I tak aż skończy się glina.

Resztki roślinne posypane cienką warstwą gliny.

Po około 6 miesiącach kompost gliniasty można przerobić. Ja tego nie robię z braku czasu. Stosuję inną metodę: gdy wybieram kompost, odrzucam słabo rozłożone resztki do innego kompostownika stojącego obok (mam 4 sztuki stojące razem). Po prostu miesza się „samo”. 😊

Jak dobrze glina trzyma wilgoć, świadczą stada dżdżownic zbierające się pod gliną w kompostowniku.

Pod bryłkami gliny w kompoście lubią przebywać dżdżownice.

Gotowy kompost gliniasty wygląda tak samo jak każdy inny. Czasem zdarza się niej grudka gliny i tylko po tym można poznać, że glina w nim jest.

Oczywiście glinę można też rozsypywać w ogrodzie, zamiast wrzucać ją do kompostownika. Jednak wtedy trzeba ją przekopać, co nie zawsze jest możliwe w sezonie wegetacyjnym.

Kwiaty bez podlewania – najlepsze do ogrodu

Niższe rachunki za wodę i więcej czasu dla siebie. Kwiaty bez podlewania mogą rosnąć świetnie w ogrodzie. Trzeba tylko wybrać odpowiednie gatunki.

Maczek kalifornijski zainspirował mnie przed laty, by ogrodu nie podlewać. Powodem był brak wody w kranach. Teraz woda już jest, ale kwiaty bez podlewania nadal doskonale rosną.


Przed laty mój ogród był podlewany codziennie. Najwięcej wody potrzebował trawnik. Gdy w mojej miejscowości zaczęły powstawać nowe domy z jeszcze większymi trawnikami, wody zabrakło. Po prostu kapała z kranów.

To była udręka – latem nie można było podlewać ogrodu, wykąpać się, zrobić prania, pozmywać naczyń… Sąsiedzi wstawali w środku nocy, by podlać trawnik. Ja nie dałam rady zrywać się co noc o godz. 2 i chwytać za wąż ogrodowy. Mój trawnik wysechł. Padło też wiele roślin.

Doszłam do wniosku, że ogród powinien być przyjemnością, a nie zmartwieniem. Postanowiłam przeorganizować ogród tak, by go nie podlewać. Zlikwidowałam trawnik, posiałam maczki kalifornijskie i założyłam blog ogrodniczy Niepodlewam.

Obecnie w moim ogrodzie rośnie wiele kwiatów, których w ogóle nie podlewam. Oto moje ulubione:

Dąbrówka rozłogowa

Dostałam ją dawno temu w prezencie. Początkowo dąbrówka rozłogowa rosła na skarpie przy tarasie. Po kilku latach sama przeniosła się do ogrodu leśnego, gdzie świetnie sobie radzi bez podlewania.

Za moim kotem na niebiesko kwitnie dąbrówka rozłogowa.
-------------------------------

Dziewanna

Wysokie kwiatostany dziewanny wprowadzają do ogrodu ciekawy element pionowy. Lubię je też za optymistyczny, żółty kolor. Dziewanna łatwo się rozsiewa.

Dziewanna
------------------------------

Irys (kosaciec)

Najbardziej irysy lubią stanowiska od zachodu i południa. Gdybym miała miejsce, posadziłabym ich jeszcze więcej. Są niewymagające i odporne nie tylko na brak wody.

Irys (kosaciec)
------------------------------

Juka

Nadmiar wody wręcz jej szkodzi. Juka wspaniale kwitnie na przełomie czerwca i lipca.

Juka
------------------------------

Krwawnik

W ogrodach uprawiane są różne gatunki krwawników oraz ich mieszańce. U mnie w ogrodzie od lat rośnie krwawnik wiązówkowaty w kolorze żółtym. Bardzo lubię jego mocny zapach.

Krwawnik
------------------------------

Lawenda

Wspaniała roślina o mocnym zapachu, zwabiająca motyle i pszczoły. Lawenda rośnie w moim ogrodzie prawie na piasku, w bardzo słonecznym miejscu.

Lawenda
------------------------------

Maczek kalifornijski

Od tego trochę niepozornego kwiatka zaczęła się metamorfoza mojego ogrodu. Maczek kalifornijski jest nazywany także eszolcją i pozłotką. Ma bardzo mocny, długi korzeń, dzięki czemu znosi największe susze bez podlewania. Sam się rozsiewa.

Więcej o maczku kalifornijskim CZYTAJ TUTAJ

Maczek kalifornijski (eszolcja, pozłotka)
------------------------------

Miesiącznica roczna

Po ogrodzie rozchodzi się sama „stadami”, a potem kwitnie wielką chmurą kwiatów. Miesiącznica roczna łatwo się rozsiewa sama i rośnie bez podlewania.

Miesiącznica roczna
------------------------------

Nawłoć

Jedni nawłoci nie znoszą za jej ekspansywność. Inni zaś lubią za piękne kwiaty na zakończenie wakacji. Je należę do tych drugich. Nawłoć staram się trzymać pod kontrolą, bo zawładnęłaby ogrodem. Przyszła sama z pobliskiej łąki.

Nawłoć
------------------------------

Tulipan

Mam tulipanów tak dużo, że nie jestem w stanie ich wykopać co roku po przekwitnięciu. W ogrodzie bez podlewania cebulki pozostawione w ziemi są sporadycznie atakowane przez choroby grzybowe. Dodatkowo w maju podlewam tulipany gnojówką z jaskółczego ziela, by zapobiec szarej pleśni. Przy okazji są nawożone.

Tulipany


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...